Tomasz, pchnięcie trenujesz od 15 roku życia, pierwsze sukcesy zacząłeś odnosić już w 2002 roku podczas Mistrzostw Polski, gdzie zdobyłeś pierwsze miejsce na podium, potem było już tylko lepiej. Teraz jesteś jednym z najbardziej utytułowanych lekkoatletów w Europie i na Świecie. Powiedz, czy początki Twojej kariery były trudne?

O tak! Patrząc pod względem finansowym, bo na tym będziemy się skupiać, to nawet bardzo trudne. Ciężko jest 
w Polsce trenować sporty indywidualne, ze względu na system ekonomiczny, który po upadku komunizmu po prostu się sypnął i do tej pory nie został poprawnie odbudowany. Kluby sportowe, na których wszystko się opiera, nie podniosły się nigdy po zmianie ustroju i właściwie wegetują. Przez 20 lat transformacji nie dorobiliśmy się takich klubów, które mogą zapewnić wszystkim swoim zawodnikom dobre utrzymanie. Oczywiście są też stypendia, jednak są to kwoty groszowe. Ja również otrzymywałem stypendium za czasów juniorskich 
w Płońsku. Później, kiedy przeniosłem się do Warszawy, nie otrzymywałem stypendium przez ok. 3 lata, utrzymywałem się sam, właściwie na kredyt, ponieważ stypendium miałem tylko na papierze. Kiedy zacząłem odnosić sukcesy otrzymałem stypendium kadrowe, zacząłem jeździć na meetingi, zacząłem zarabiać i było już tylko lepiej. Te-
raz jest już właściwie bardzo dobrze.

Czy pozyskanie sponsora wpływa na dalszy rozwój kariery zawodnika?

Zdecydowanie tak. Współpraca z dobrym sponsorem odcina zawodnikowi masę spraw, dzięki czemu może się skupić na tym, na czym powinien, czyli na sporcie, treningach, przygotowaniach do kolejnych zawodów.

Wróćmy na chwilę do stypendiów. Obecnie jedynym kryterium przyznawania stypendiów jest osiągany wynik. Czy sądzisz, że kryteria powinny ulec zmianie i być rozszerzone o inne zmienne, tj. choćby o rokowania, co do rozwoju kariery zawodników?

Zdecydowanie tak. Ja jestem dobrym przykładem zawodnika, który na początku swojej kariery otrzymywał stypendium, ze względu na dobre rokowania. I to się sprawdziło. Aktualnie stypendia sportowe są mocno okrojone. Część zawodników mocno za nimi goni, niestety, ze szkodą dla własnej kariery. Sam kiedyś musiałem startować z kontuzją, ponieważ gdybym nie wystartował, nie uzyskałbym stypendium i nie miał za co utrzymać się i trenować przez kolejny rok.

Znasz wielu zawodników światowej klasy. Czy polskie i zachodnie podejście do sponsoringu sportu czymś się różni?

Myśląc o lekkoatletyce najlepiej sytuacja przedstawia się w Niemczech, gdzie wszystko rozwiązane jest lokalnie. Jesteś związany z jakimś miejscem na mapie i przeważnie przez cały okres Twojej kariery wspierają Cię firmy z tego regionu. Jest to bar- dzo dobre rozwiązanie. U nas lokalne 
firmy jeszcze do tego nie dorosły.

Dokąd zmierza sponsoring lekkoatletyki w Polsce?

Nigdy wcześniej lekkoatletyka 
w Polsce nie miała tak dobrych umów sponsoringowych, jak obecnie. Firmy widzą w lekkoatletyce potencjał 
i zaczynają w nas inwestować. To jest dobry ruch, ponieważ takie działa-
nia po prostu się zwracają.

Który z polskich lekkoatletów jest według Ciebie naj-bardziej atrakcyjny dla sponsorów?

Patrząc na nasz rynek i osiągnięcia Zawodników, to w tym momencie chyba ja <śmiech> i mam nadzieję, że to się nie zmieni.

Czy wsparcie sponsoringowe młodych, jeszcze nie-utytułowanych zawodników jest uzasadnione według Ciebie? Co firmy i zawodnicy mogą zyskać w takiej sytuacji?

Zdecydowanie uzasadnione. Zawodnicy mogą skupić się na treningach 
i swoim celu, a firmy mają szansę na promocje swojej marki na barkach młodego, rokującego zawodnika. Dodatkowo, w przypadku, gdy Ci zawodnicy wchodzą w pasmo sukcesów, często z czystej lojalności pozostają przy swoich pierwszych sponsorach, mimo faktu, że otrzymują nowe propozycje.

Jeżeli mógłbyś udzielić rady sponsorom polskiego sportu, jaka rada by to była?

Ryzykujcie. Szukajcie ludzi, którzy mogą za chwilę zabłysnąć, nie bójcie się w nich zainwestować, ponieważ to może się w bliższym lub dalszym okresie zwrócić.