Jak postrzega Pan obecną rolę mecenatu w polskiej kulturze?

Mecenat kultury istniał zawsze, większość muzyki klasycznej nie miałaby szans powstania gdyby nie mecenasi. W moim przypadku było dokładnie tak samo, kilka moich utworów nie zostało by napisanych, gdyby nie zamówienia na kompozycje dla miast czy z okazji różnych jubileuszy. Czasem wykonując coś na zlecenie możemy zapewnić sobie środki na zrealizowanie własnego, niezależnego dzieła. Warto pamiętać o jednym: cokolwiek robimy, z jakiejkolwiek okazji, czy za małe, czy wielkie pieniądze, róbmy to dobrze. Każdy nawet najbanalniejszy temat, na jaki przyjdzie nam komponować można przedstawić w ciekawy sposób 

Pana zdaniem artysta może poradzić sobie bez sponsorów, działalności komercyjnej?

To są dwa różne tematy i w ogóle bym ich nie łączył, bo jeśli artysta działa z sukcesem komercyjnie to może sobie poradzić bez sponsorów. Jeśli nie odnosi sukcesów finansowych, powinien mieć sponsora. Chcąc zrobić cokolwiek na wysokim poziomie, mam na myśli np. dobrą oprawę techniczną wydarzeń, ciekawe teledyski, trzeba mieć spore fundusze. Kiedyś używało się o wiele prostszych środków, a teraz każdy oczekuje efektu „wow”. Nawet festiwale muzyki poważnej mają coraz ciekawszą oprawę multimedialną, dlatego żeby się przebić z czymś nowym albo po prostu ciekawym, trzeba stworzyć wokół tego chociaż namiastkę „wow”, a to kosztuje.  

Jakie są Pana doświadczenia z mecenasami czy firmami, które chciały sponsorować Pana działania artystyczne?

Nigdy nie miałem sponsora jako takiego, czyli jednej firmy, która finansuje moje koncerty, jest patronem trasy. Czasami pisałem na zamówienia, które przychodziły od miast czy firm, chcących uświetnić swoje jubileusze. Głównie jednak to, co robię od 10 lat, finansuje z własnych pieniędzy. To była moja świadoma decyzja, którą podjąłem, kiedy zobaczyłem nieuczciwość pewnych kontrahentów. Wtedy zdałem sobie sprawię, że można zarobić o wiele więcej biorąc sprawy w swoje ręce. Wcześniej nie miałem pełnej informacji na temat możliwości finansowych, które jestem w stanie wygenerować. Zdałem sobie sprawę, że skupiając w swoim ręku prawa do nagrań, mam także o wiele większe możliwości zarobku w przyszłości. Oczywiście taki wybór niósł też za sobą spore ryzyko, bo inwestowałem w przygotowanie nagrań własne oszczędności.

Jak pogodzić bycie artystą z byciem kierownikiem w swojej własnej firmie?

To bardzo trudne. Dlatego cały czas poszukuję osoby, która będzie mi pomagać. I chyba na szczęście udało mi się taką znaleźć. Kilka razy zostałem oszukany przez menadżerów, teraz chciałbym mieć asystenta, który będzie mi pomagał, a nie przejmował moje obowiązki. Najtrudniejszą częścią mojego zawodu jest przeistaczanie się nagle w ciągu dnia z menadżera w twórcę. To dwa inne światy, które sobie nawzajem przeszkadzają. Każdy ma na to swoje sposoby, moim jest np. robienie przez jakiś czas czegoś kompletnie niezwiązanego z moimi zajęciami np. czytanie książki, granie w gry tak, aby oczyścić umysł i rozpocząć zupełnie inną aktywność. Zarządzanie polega na spotykaniu się z ludźmi, z którymi nie ma się ochoty spędzać czasu, ale trzeba to robić, natomiast wolę na to czasem poświęcić nawet pół dnia, niż potem przeżywać gorycz oszustwa.

W Polsce artyści to coraz częściej również przedsiębiorcy?

Tak, widzę, że coraz więcej artystów zaczyna być także własnymi menadżerami. Dzieje się tak głównie dlatego, że w naszym kraju mamy wciąż niewielki rynek muzyczny, osób, które poprowadzą dobrze wokalistę od strony biznesowej jest niewiele. A większość młodych menadżerów muzycznych, którzy pojawiają się w branży, nie ma cierpliwości do tego, żeby budować swoją markę latami, chcą zarabiać dużo i od razu. Tak się nie da. Bycie dobrym menadżerem wymaga wiele cierpliwości, mądrości życiowej, a przede wszystkim pokory. To właśnie brak pokory skutkuje tym, że w naszym show biznesie pojawia się sporo zdolnych młodych ludzi, którym menadżerowie nakładą do głowy takich rzeczy, że w efekcie bardzo szybko ci artyści znikają z rynku.

Gdzie uczył się Pan przedsiębiorczości? Niestety poza uczelniami ekonomicznymi, trudno na jakimkolwiek innym kierunku znaleźć przedmioty, które przygotują do prowadzenia własnej firmy.

Głównie w praktyce, przez rozmowy z ludźmi i wpadki. Czasami przy ważniejszych umowach płaciłem za prawnika, ale dzięki temu miałem później opracowaną standardową umowę, którą mogłem wykorzystywać przy kolejnych zamówieniach. W tej chwili już wiem mniej więcej jak czytać uwagi o prawach autorskich itd. Przy kontraktach na większe sumy, wciąż konsultuje się z prawnikiem, natomiast stawki za takie usługi są bardzo drogie i np. początkującego artystę, jeśli nie ma mecenasa może nie być na nie stać.